piątek, 21 czerwca 2013

Chapter 1

- Cukierek Albo Psikus! - dzwonek do drzwi dzwonił kilka razy.
Zerwałam się z miejsca do drzwi, biorąc prawie już pusty garnek czarownicy z cukierkami przed otworzeniem drzwi, moje oczy powędrowały na czerwonego kapturka.
- Jesteś bardzo podobna do mojego ostatniego Cukierek Albo Psikus.  - zachichotała, patrząc jak wyciągam garść cukierków do jej siateczki.
- Wow, to dużo.
- Wiem, nie potrzebuję tego ani niczego, wątpię aby jeszcze jakiś Cukierek Albo Psikus przyszedł. - przebiegłam zmęczona rękami przez swoje włosy, wzdychając w lekkim uśmiech.
- Dziękuję. - odwróciła się i zbiegła na dół z brukowej kostki na drogę. - wzdychnęłam zamykając drzwi, kiedy moja mama właśnie weszła do salonu. - nareszcie zrobione. - roześmiałam się z ulgą rzucając plastikowy dzbanek na kanapę, która była kilka metrów ode mnie. - są już gotowe ciasteczka?
Skrzyżowała ramiona, nagłe spojrzenie na jej twarz spowodowało, że moja opadła trochę.
- Ashley pies jest na naszym podwórku.- podeszła do mnie o kilka kroków. - czy wiesz coś o tym?
Zajęło mi to kilka sekund aby przetworzyć to co powiedziała. Mam na myśli, że ona nie lubi wcale psów, więc zdziwiło mnie to
- Jest? - uniosłam swoje brwi w górę zanim ominęłam ją ale zatrzymałam się i odwróciłam. - jaka rasa?
- Nie mam pojęcia, nie przyjrzałam się, jednak zadzwonię aby go zabić.
- Nie! - przypadkowo krzyknęłam a ona spojrzała na mnie. - um, może ma obrożę. - wzruszyłam ramionami, kontynuując swoją drogę do kuchni, przeszłam przez drugi salon.
Przesunęłam szklane drzwi, które prowadzą na podwórko, owczarek niemiecki szybko podbiegł do mnie trzepocąc swoim językiem, który wystawał z jego ust, moją pierwszą reakcją było uśmiechnięcie się i kucnęłam na kolanach. Wiedziałam, że był przyjazny.
- O Mój Boże. - westchnęłam uśmiechając się a moje ręce błądziły po jego szyi aż poczułam obrożę. Przesunęłam srebny i płaski okrąg i przeczytałam jego imię.
Maggie. Uniosłam brew do góry na rzadkie imię, ale ładne i wtedy przesuwane drzwi otworzyły się ponownie.
- Adres jest właśnie koło bloku, mogę iść? - mama westchnęła bo naprawdę zaczęła poważnie nad tym się zastanawiać.
- Uważaj, dobrze?
- Mhm, będę.  - wstałam trzymając obrożę i rozejrzałam się po całym podwórku.
 - Jak ona weszła?
- Brama boczna była otwarta wcześniej. - zaczęłam chodzić wokół domu a pies za mną i zauważyłam, że brama była otwarta.
Zbliżyłam się do niej, jak zauważyłam, że Maggie szła, puściłam ją, mając nadzieję, że zostanie wyciągnęłam swoje ręce w obronie i westchnęłam ponieważ zrobiła to co chciałam, została. Weszłam na szczyt cegieł aby zamknąć bramę, wykonałam to i zaczęłam chodzić z psem.
- Dalej Maggie! - mówiłam wyższym głosem, bo podeszła do mnie, czyniąc mnie dumną, że słucha się mnie, zaczęliśmy iść górą ulicy.
Kilka minut później na zakręcie zamknęłam oczy nie patrząc na psa aby sprawdzić czy mi nie ucieknie. Była bardzo posłuszna. Trochę mnie to zszokowało. chodząc około 9 w nocy w Halloween nie wiesz co się stanie. Patrzałam w każdą stronę zwalniając tempo na *Westfield Avenue, zatrzymałam się widząc adres, który został wyryty na obroży Maggie. Przybliżyłam się klepiąc moje nogi, a ona następnie po prostu siedziała kilka metrów ode mnie, patrząc na drzwi, jakby wiedziała, że to jej dom. Zadzwoniłam do drzwi ale pomyślałam, że nikogo nie ma w domu bo światła wewnątrz były wyłączone. Spojrzałam z powrotem na Maggie i westchnęłam głęboko przed oglądnięciem się przede mną a następnie drzwi otworzyły się i dzieciak w kudłatych włosach, na oko w moim wieku patrzył na mnie piwnymi oczami.
- Um, cześć, to jest Twój pies? - mój wzrok spadł na jego ręce aby zobaczyć co w nich trzyma, były to balony wodne z ciemnym płynem w środku ale od razu spojrzałam w górę.
Powinnam się bać? Spróbowałam ignorować to, nie chcę wyglądać na niegrzeczną.
- O kurwa - wymamrotał patrząc na psa. - Justin. - krzyknął i obejrzał się, zauważyłam schody.
Niezgrabnie zerknęłam na dom, oglądając co moje oczy mogły znaleźć.
Nie zachowuj się tak jak nie należy tego robić!
- Co? - odkrzyknął nieco zirytowany ton. Westchnął z irytacją a potem spojrzał na mnie.
- Przepraszam, mój brat dureń zawsze ją gubi, gdzie ją znalazłaś?
- Była na moim podwórku - zaśmiałam się i spojrzałam w górę, ujrzałam sobowtóra.
Myślałam, że wariuję bo inny facet z dali, który zbliżał się wyglądał tak samo jak ten w drzwiach.
- Co? - westchnął, patrząc na to zakładam, że jest jego bratem, zanim jego oczy powędrowały bezpośrednio na mnie gdy nagle zbladł a jego wzrok opuścił mnie.
Zarumieniłam się ze wstydu.
Więc to spowodowało, że moja samoocena opadła.
Uniosłam brew w zamieszaniu i zaśmiałam się lekko aby uwolnić niezręczność.
- To jest Twój pies... prawda? - zapytałam.
- Tak... dobrze, mojego brata. Przepraszam, on jest trochę..... dziwny wokół dziewczyn. - wymamrotał otwierając drzwi trochę bardziej. - Maggie! - krzyknął. - Idź do tego pieprzonego domu!
Maggie po prostu wystraszona pobiegła do środka. Jego głos poważnie mnie przestraszył. Uniosłam brwi w górę a potem w dół i spojrzałam na to co miał na sobie, czarna bluza z kapturem, rozdarte szare rurki i czarne vansy. Ale nadal byłam ciekawa balonów wodnych.
- Dlaczego masz balony wodne? - bez wahania zapytałam się.
Myślę, że to nie jest tak jakby on zastanawiała się dlaczego jestem tępa albo niegrzeczna bo zawsze mogę zapytać się dlaczego on jest trochę surowy.
Spojrzał na swoje dłonie a potem wzruszył ramionami
- Myślałem, że jesteś Cukierek Albo Psikus. - lekko uśmiechnął się i umieścił balon z wodą do wiadra gdzie znajdowały się inne. Zaśmiałam się.
- Nie postanowiłaś przebrać się w tym roku? - skrzyżował ramiona jak oparł się o szeroko otwarte drzwi.
Uśmiechając się szyderczo, Pokazałam na jego strój.
- Nie myślę, że zrobiłeś cokolwiek.
- Tak, zrobiłem. - podniósł palec, pokazując na mnie zatrzymując go kiedy poszedł zrobić coś bardzo szybko.
I w ciągu kilku sekund wrócił, zakładając maskę szkieletu.
Zaśmiał się lekko.
- Dlaczego jednak? I czym jesteś? - zdjął maskę wzruszając ramionami.
- Nie wiem, zmarły... gówno. - uśmiechnął się. - mam dużo cukierków, chodź. - patrzał na mnie, prostując jego postawę.
Skinęłam głową, sapiąc przez moje nozdrza.
- Jak się nazywasz, piękna? - Patrzał na mnie. Spojrzałam na niego patrząc w jego oczy.
Powinnam mu mówić? Jestem w lekkim wahaniu.
- Nie bój się, nie zrobię nic. - uśmiechnął się. - jestem po prostu ciekawy.
To moja odpowiedź.
- Ashley. - trzymałam rękę za plecami.
- Ashley... - powtórzył i powtarzał moje imię w myślach kiwając przy tym głową.
Wzruszyłam ramionami czując się jak idiotka.
- Przeprowadziłam się tutaj w zeszłym tygodniu.
- Więc, chcesz wejść do środka? - spojrzał na mnie z ciekawością. - mamy ciasteczka hallowen'owe... mój gejowski brat zrobił je, nie wiem nawet dlaczego skoro nikt nie jest tutaj aby je jeść. - zaśmiał się cicho.
- Jesteś tak niedobry dla niego. 
Mały uśmiech zawitał na jego twarzy, otwierając drzwi więcej posłał mi ciekawy wygląd swoim uśmiechem.
- Więc? -  zapytał.
Wydęłam wargi do przodu.
- Nie wiem. - przegryzłam wargę.
- Jest naprawdę zimno a Ty po prostu znalazłaś się tutaj. Nie możesz marnować czasu, właśnie w ten sposób. - stwierdził, dając mi znaczące spojrzenie.
Oblizałam wargi, spojrzałam w górę przed wejściem do domu a moje oczy zaczęły krążyć. Jestem naprawdę pod wrażeniem, jak to wszystko wygląda...spojrzałam na niego z powrotem, zamknął drzwi i włączył światło, było dużo jaśniej.
- Więc, Twój brat nazywa się Justin? - spojrzał na mnie z boku, jak zaczął iść w dół szerokiego holu, szłam za nim a on zatrzymał się obok innych drzwi.
- Jesteś pierwszą dziewczyną rozmawiającą o nim bez żadnej negatywnej uwagi w tak długim czasie. 
- Aw. - od razu poczułam się źle wobec niego. - ludzie są dla niego nie mili? - zaśmiał się z mojej uwagi wchodząc do kuchni, wziął upieczone ciastko z płaskiej patelni srebnego piekarnika.
- Nie masz pojęcia. - spojrzał na mnie - ale ja nie jestem taki jak on. Jestem całkiem przeciwny. - wziął ciasteczko i zaczął podziwiać sztukę, która była na nim i ugryzł je.
- Jason, kto był przy..- spojrzałam z powrotem i ujrzałam Justina, on przypomniał sobie o unikanie mojego wzroku.
Uśmiechnęłam się z szacunkiem.
- Robiłeś te ciasteczka? - zapytałam pokazując je i gryząc.
- Um..um..- popatrzał na Jasona, spojrzał jakby odczuwał jakąś panikę. - Yeah. - w końcu po prostu odpowiedział oblizując wargi, nie patrzał na mnie tylko wędrował przez kuchnię.
Spojrzałam na Jasona.
Wzruszył ramionami, machając ręką i lekceważąc Justina. 
- Nie przejmuj się nim, on jest trochę gejem. - Justin zatrzymał się, dając Jasonowi spojrzenie gdy otwierał lodówkę.
- Nie jestem gejem. - mruknął, wyciągając karton mleka z lodówki i zamykając ją.
Różnica między Justinem a Jasonem była trudna, bo naprawdę z wyglądu byli identyczni. Poza tym, że Justin miał okulary i jego aparat na zęby był widoczny.
- Naprawdę? - Jason spojrzał na Justina. - myślałam, że jesteś, bo ostatnio jak sprawdzałem to nie masz przyjaciół, ponieważ poszedłeś stać się dramatyczny i jakoś cała szkoła dowiedziała się, że wypiłeś wybielacz, ponadto...
- Jason! - jego oczy trochę stały się szklane. Spojrzał na mnie, byłam bardzo tym wzruszona.
Kusiło mnie aby coś powiedzieć ale myślałam, że to nie była moja sprawa aby martwić się.
Westchnął ostro przed potrząśnięciem głową, opuścił obszar i zaczerwienił się trochę.
- To było tak niemiłe... - szepnęłam całkowicie zszokowana. Machnął ręką na mnie, kończąc ciastko przed wyciągnięciem plastikowego kubka i wlania mleka do niego.
- To była normalna rozmowa z nim, nie przejmuj się. On zawsze jest urażony. - wykpiłam miękki uśmiech.
- Jego ciastka są bardzo dobre. - stwierdziłam.
- To kolejna rzecz. - spojrzał na mnie. - on piecze. - przewróciłam figlarnie oczami, spojrzałam na zegar który był na kuchence. Była prawie dziesiąta.
- O mój..ugh. Muszę iść. - wytarłam ręce o swoje dżinsy. - Więc, dzięki za ciasteczka, Jas.
- Czekaj, podasz mi swój numer? - spojrzał na mnie.
- Um..- byłam tak całkowicie skłoniona dać mu go. - Yeah. - Jason podał mi swój telefon, gdy jego oczy były zamknięte.
- Do jakiej szkoły chodzisz teraz? - obejrzałam się, próbując dowiedzieć się jak użyć jego telefonu, mówiłam.
- Cóż, jestem przeniesiona do Sweetwater High. - wpisałam swój numer, spojrzałam na dół zanim dałam mu telefon aby dokończył resztę.
Biorąc go, uśmiechnął się.
- Więc, mam nadzieję, że do zobaczeniu jutro. - przeszedł mijając mnie a potem spojrzał na mnie. - odprowadzę Cię do domu, yeah?
- Um, dam radę. Nie chciałabym aby moja mama widziała mnie wracającą do domu z chłopakiem. - on tylko skinął głową rozumiejąc, wyszedł przez szerokie, otwarte drzwi wchodząc ponownie do przedpokoju, ale on po prostu zatrzymał się i odwrócił do mnie uśmiechając się.
- Co? - uniosłam brwi w górę.
- Chcesz zobaczyć coś śmiesznego? - przechylił głowę w drugą stronę biorąc wiadro z balonami z wodą. 
- O Boże.. -westchnęłam krzyżując ramiona.
Jason zrobił kilka kroków, wrzucając głowę do pokoju dziennego, gdzie zauważyłam, że był tam Justin, podniósł okrągły, pulchny balon z wodą, stojąc pełną ręką do niego i rzucając go, gdy to usłyszał wydobył z siebie zirytowany jęk.
- Stary, co to kurwa! - Justin splunął jego miękkim głosem. 
Wszystko co Jason robił było śmiechem, jak odprowadził mnie do drzwi, spojrzał na mnie.  Nie mogłam pomóc, ale śmiałam się z okazji Justina, choć tak naprawdę czułam co on myśli. 
- Dlaczego jesteś.. - znowu się zaśmiał po czym potrząsnął głową, przeszłam ramię Jasona patrząc jak Justin wchodzi, pokryty czarnym płynem.
Co to do cholery było?
- Co? - Jason spojrzał na Justina dając mu spojrzenie śmierci. - To Hallowen, co Ty oczekujesz ode mnie, uścisku?
- Nie musisz tego robić! Zwłaszcza gdy ktoś jest! - zdjął okulary patrząc na Jasona. - całkowicie je zniszczyłeś jutro kupujesz mi nową parę! - teraz zdaję sobie sprawę, że była to farba. Boże wpatrując się tak muszę wyglądać jak idiotka.
- Um, nie. - Jason zadrwił. - wystarczy je wyczyścić, jesteś głupi?
- Czy wiesz jak długo zajmie mi czyszczenie ich? - jego głos trochę zapiszczał.
Jason tylko po prostu śmiał się. 
- Nie, i nie obchodzi mnie to. 
Uniosłam brwi. Justin westchnął, wychodząc po raz kolejny. Moja twarz opadła na dół.
- Dlaczego jest taki.. wiesz.. 
- Głupi. - Jason odpowiedział. - on jest po prostu dziwny, i będzie.
Przygryzłam wargę jak zaczęłam odchodzić do drzwi, a potem spojrzałam na Jasona. On skrzyżował ramiona.
- Jesteś pewna, że nie chcesz się ze mną przejść? Gdzie mieszkasz? - uśmiechnęłam się potrząsając głową w odpowiedzi. 
- Mieszkam wokół bloku. Dam radę. 
- W porządku, dobranoc. - mrugnął zanim wrócił do domu zamykając drzwi za sobą.
Westchnęłam mając ręce w moich rurkach i zaczęłam wchodzić po kolorowych cegłach na swój podjazd.

___________________
Jest i 1 rozdział :)
Przykro mi, że Justin był taki w tym rozdziale ;c

KOMENTUJCIE!



1 komentarz: