- Faktycznie przyszłaś.
- Yeah, więc napisałam do Ciebie, że spotkamy się na dużym drzewem po szkole.- trzymałam pasek od swojej torebki wokół swojego ramienia.
Jason oderwał się od ściany, o którą opierał się i podszedł do mnie.
- Wiem, ale część mnie nie mogła pomóc ale myślę, że Ty też nie. - uśmiechnął się lekko do mnie.
Schowałam kosmyk włosów za ucho.
- Więc jestem teraz tutaj. - zaśmiał się.
- Wejdź. - przechylił głowę podczas włożenia rąk do kieszeni.
Jak szliśmy w dół betonu, spojrzałam w górę.
- Nie chcesz czekać na swojego brata?
- On jest już w domu, został wysłany wcześniej bo coś wydarzyło się podczas lunchu. - włączył światło. Poczułam jak trochę się napięłam.
- Może powinniśmy spędzić czas w domu, innym razem... - spojrzałam na niego - czuję że Twój brat nienawidzi mnie.
Jason spojrzał na mnie szybko, unosząc brwi do góry.
- Nienawidzi Cię? - powtórzył. - on nie nienawidzi Cię, po prostu nie rozmawia z dziewczynami. - wzruszyłam ramionami.
- Ale on nigdy nie jest zręczny gdy jestem obok, on jest taki niezdarny. - westchnęłam głęboko. - i nie chcę aby poczuł się nieswojo.
- W porządku. - uśmiechnął się uspokajająco. - nie pozwolę aby jego idiotyczność martwiła Cię, tylko nie patrz na niego bo to spowoduje, że będzie niezdarny.
Zachichotałam na myśl o tym, potem potrząsnęłam głową i zaczęłam iść chodnikiem, ale Jason zatrzymał się przy domu, więc spojrzałam i poznałam wczorajszy dom.
Spojrzałam na duży, biały, trzypiętrowy dom a potem podążyłam za Jasonem, znikając w ganku.
- Masz piękny dom. - uśmiechnęłam się.
Spojrzał z powrotem na mnie, uśmiechnął się i wyjął klucz z kieszeni.
- Dzięki? - zapytał ze śmiechem jak wkładał klucz do dziurki.
Przegryzłam wargę jak szłam za nim, a moje oczy wpadły do jego ogromnego domu. Wyglądał na większy, bo był to środek dnia.
- Mamo. - Jason krzyknął i odbiło się echo, rzucił plecak na kanapę - Jestem w domu... - spojrzał do innego salonu schodząc w dół sali, a ja po prostu stałam kilka metrów za nim. - gdzie mama? - zapytał ciszej.
W ciągu kilku sekund ktoś odpowiedział.
- Nie wiem, na górze? - wymamrotał spokojnym głosem.
- Oh. - Jason spojrzał na mnie unosząc głowę w stronę drzwi bez ram, którymi wszedł i zniknął za nimi.
Odetchnęłam, trzymając mój segregator blisko swojej piersi jak zaczęłam chodzić po drewnianej podłodze, moje conversy waliły delikatnie o podłogę gdy wchodziłam do salonu.
Wszystko wyglądało tak niesamowicie i bogato. Byłam pod wrażeniem.
Spojrzałam na Jasona, który przesuwał drzwi z podwórka, wpuszczając psa a potem mój wzrok padł na Justina, który był w jego bokserkach i odrabiał pracę domową nad swoim segregatorem, bez okularów.
Uniosłam brew w górę, walcząc z pragnieniem zaśmiania się, więc tylko uśmiechnęłam się w pełni wchodząc do pokoju.
Justin spojrzał w górę, jego źrenice powiększyły się nieznacznie jak rozszerzył oczy.
- Cholera, cholera, cholera, cholera. - szepnął do siebie jak był w trakcie wstawania.
- Koleś, zamknij się poważnie! - Jason splunął, wyrzucając ręce. - co w tym wielkiego?
- Jestem w bieliźnie... - Justin wrzasnął z zaciśniętymi zębami, patrząc na Jasona.
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, co sprawiło, że zarówno Jason jak i Justin spojrzeli się na mnie.
- Przepraszam. - zaśmiałam się przykrywając usta.
Justin wstał, jego policzki stały się czerwone gdy próbował minąć mnie.
Patrzałam jak wyszedł zagryzając delikatnie wargę.
Rzeczywistość uderzyła mnie jak Jason powiedział moje imię, patrząc na mnie.
- Też jestem gorący, wiesz o tym. - stwierdził, trzymając kołnierzyk koszuli jak zachichotał.
Zacisnęłam swoje usta w buzi, idąc w stronę drugiej kanapy, a potem potrząsnęłam głową.
- Co to ma znaczyć? - położyłam swój segregator na kolanach, wyciągając moje papiery.
Jason po prostu śmiał się przez moje pytanie.
- Widziałam jak patrzałaś na niego. - usiadł obok mnie, ale nie za blisko, jak gdyby nie chciał wydawać się zbyt nachalny.
Wyśmiałam go nie patrząc na niego.
- Oglądałam jak biegł. - wyjęłam ołówek, odchylając się do tyłu, a następnie spojrzałam na niego uśmiechając się. - to było zabawne, to wszystko co mogę powiedzieć.
- Mhm. - skinął głową, zaniedbując to podczas gdy oparł się, zabierając kontroler obok niego.
Postanowiłam znowu nie odpowiadać po tym, dlatego, że to doprowadzi do dalszych pytań, które sprawią, że poczuję się niekomfortowo.
Usłyszałam zbliżające się kroki w stronę salonu.
- Jason, zrobiłeś swoją pracę domową? - kobiecy, młody, słodki głos zapytał Jasona.
Wstając, Jason podszedł do LCD naciskając przycisk włączający Xbox'a.
- Nie, wiesz, że nigdy nie zrobię tego gówna. - odpowiedział.
- Jason, język! - jej głos warknął.
Jason po prostu zignorował to, kiedy usiadł z powrotem na kanapie obok mnie. Spojrzałam do tyłu z ciekawością, aby zobaczyć ciemnowłosą kobietę w kuchni, wyjmując garnek z górnej szafki. Spojrzała w górę.
- Przepraszam, nie wiedziałam, że Jason ma towarzystwo.. - uniosła swoje brwi.
- Hm? - Jason spojrzał na mnie. - Oh yeah. - przesunął się trochę. - Mamo, to jest moja przyjaciółka Ashley i Ashley to jest moja mama.. Pattie. - wzruszył ramionami, odsuwając się do tyłu.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie do niej.
- Cześć, miło Cię poznać.
- Jesteś naprawdę piękna. - ona odpowiedziała wprost, jak skinęła głową z aprobatą. - szczerze mówiąc, myślę, że jesteś wspaniała.
Czułam jak się zarumieniłam i wydobył się ze mnie chichot.
- Dzięki. - zachichotałam, biorąc swój ołówek.
Wkrótce usłyszałam dźwięk, że Xbox jest włączony, a Jason tylko usiadł z powrotem.
Spojrzałam na niego.
- Nie robisz swojej pracy domowej? - zmarszczył brwi. - myślałam, że dlatego tu jestem. - Jason powoli oblizał wargi zanim spojrzał na mnie.
- To znaczy ja robię... czasami.
- Wiedziałam. - odpowiedziałam natychmiast, przesuwając swoje papiery.
Jason zaśmiał się.
- Co masz na myśli? - westchnęłam, wypuszczając lekki śmiech.
- Czekałeś na zewnątrz prawie dwadzieścia minut na mnie bo robiłam moje zadanie domowe w klasie, bo wiedziałam, że nie zrobisz swoją. - uśmiechnęłam się dumna z siebie. - więc sprawiłam, że znasz prawdę.
On wyśmiał mnie z niedowierzaniem.
- Żartujesz... - spojrzał na mnie.
Potrząsnęłam głową.
- Nie.
- Aw, nienawidzę Cię. - śmiał się, trącając mnie na bok a trochę wcześniej popatrzył w górę na telewizor.
- Piękny uśmiech. - spojrzałam do tyłu, widząc jej uśmiech. - zawszę mówię mu jak ważna jest edukacja, ale...
- Mamo, proszę. - Jason westchnął zirytowanym tonem. - naprawdę nie chcę Cię opowiadającą o ukończeniu studiów i zdobyciu pracy. - on nigdy nie przeniósł wzroku od ekranu, po prostu kontynuował naciskając losowych guzików na swoim kontrolerze. - już wiem...- wymamrotał.
- Hej, ja tylko próbuję stwierdzić to Tobie, bo kiedy mówię do Ciebie to mam wrażenie, że nie słuchasz mnie. - Pattie zaczęła obieranie ziemniaków na plastikowej torbie.
Jason prychnął śmiechem.
- Tyle razy ile mówisz mi to, tym bardziej staje się to denerwujące. - oblizał wargi a jego oczy wciąż były zamknięte.
Zauważyłam, że gra w Modern Warefare 3. Wiedziałam bo grałam w to u mojego kuzyna jak poszłam do niego.
- Justin. - Pattie zawołała, ignorując przemądrzałego Jasona. - gdzie jest Justin?
- Nie wiem, w jego pokoju? - Jason zapytał, podając jej propozycję
Spojrzałam na niego.
- Masz butelkę wody? - skinął głową.
- W lodówce, sama sobie pomożesz.
Przygryzłam wargę jak wstałam z łóżka, i rozpoczęłam drogę w kierunku kuchni, a kiedy to zrobiłam, zobaczyłam Justina wchodzącego do kuchni, w ubraniach. Miał założone obcisłe rurki, czarną bluzkę i fulcap. Uśmiechnęłam się przyjaźnie do niego, z nietypowym machnięciem jak weszłam do kuchni.
Justin odchrząknął.
- Co mamo?
- Chodź, pomożesz zrobić mi pieczeń. - Pattie spojrzała w górę dysząc. - Dobry Boże, Justin, co się z Tobą stało? - jej głos stał się ciekawy i wyższy jak powiedziała to.
Po wyciągnięciu butelki wody, spojrzałam na opadłe wargi Justina.
Justin westchnął.
- Wbiegłem na słup. - przeszedł mijając mnie, oddychał tak jakby twardo, otworzył lodówkę i wyjął paczkę pewnego rodzaju nieprzetworzonego mięsa.
Jason roześmiał się.
- Każdy uwierzy w to. - ściągnęłam usta w bok, otwierając swoją butelkę.
- Justin... - spojrzała w górę, po umieszczeniu trzeciego ziemniaka do sitka. - co się dzieje? co się naprawdę stało? - wzięła sitko, podchodząc do zlewu.
- Jezu Chryste, był znowu zastraszany. - Jason wypalił.
- Naprawdę? - zmartwiony ton Pattie odezwał się. - Justin, co Ci mówiłam?
- Nie mogłem uciec i powiedzieć komuś, nikogo nie było w pobliżu! - westchnął z irytacją.
Byłam w szoku, gdy usłyszałam jak on krzyczy. Nigdy bym się tego po nim nie spodziewała.
Po prostu powoli usiadłam obok Jasona, i spojrzałam na ekran.
- Chcesz zagrać? - Jason zapytał, patrząc na mnie.
Potrząsnęłam głową.
- Nie dzięki, naprawdę nie jestem w tym dobra. - zaśmiał się.
- Wtedy chciałabyś spędzić czas w ogrodzie? - uśmiechnęłam się.
- Jeśli chcesz... - wzruszyłam ramionami, kilka sekund wcześniej przed uniesieniem ramion przegryzłam wargę.
- W porządku, spoko. - wstał, trzymając kontroler do gier, kiedy nacisnął przycisk start i zakończył wszystko, a potem nacisnął kilka innych guzików.
Gdy szłam w stronę podwórka, czułam Jasona za mną, był bardzo blisko, sprawił, że moje serce przyśpieszyło. Wyszłam rozglądając się i podziwiając piękny ogród.
- Wow... - szepnęłam z rozbawieniem, jak stałam pod cienistym dachem, który był nad nami.
Zaśmiał się, gdy zamknął szklane drzwi.
- Podoba Ci się to co widzisz? - wskoczył na trawę, podchodząc do huśtawek.
Skinęłam głową, drwiąc.
- Uh, yeah. - podążyłam za nim, sapiąc gdy wpatrywałam się w piękną fontannę, która chwaliła ogród, kilka metrów od niej, była cała gleba i mały lasek, który miał mini znaki u góry, zgaduję, że były tam warzywa, które rosną. - to naprawdę piękne. - usiadłam na jednej z huśtawek obok niego, trzymając się krzesła gdy usiadłam, wpatrując się w okół.
Jason uśmiechnął się, patrząc na mnie.
- Masz naprawdę piękny uśmiech. - zaśmiał się. - szczerze.
Zarumieniłam się, kładąc moje palce na ustach tak jak wzrok, czując jak moje serce przyśpieszyło na jego tępe oświadczenie.
- Nie wiem... - trzymałam się łańcuchów.
- Tak, masz. - skinął głową zgadzając się z samym sobą.
Prychnęłam z uśmiechem, dołączyłam do tego spojrzenie na niego.
- Dzięki. - odwróciłam się trochę na huśtawce, patrząc na moje kolana, a słońce ogrzewało moje plecy. Spojrzałam na domek na drzewie, który został wybudowany n a rogu podwórka, zachichotałam. - Masz domek na drzewie?
- Hm? - Jason spojrzał do góry szukając mojego wzroku. - Oh. - wstał, patrząc na mnie. - Tak, mój tata zbudował go, gdy ja i Justin byliśmy mniejsi, ale tak naprawdę nie używamy go już. - wzruszył ramionami. - dlaczego, chcesz to sprawdzić? - on wskazał kciukiem, unosząc brwi.
- Um... - wahałam się. - czy to jest wytrzymałe? - uśmiechnął się.
- Woah... - powiedział ciszej.
Zaśmiałam się cicho, czując rumieniec jak wstałam.
- Nie, nie w ten sposób. miałam na myśli, czy to się nie złamie? - potrząsnęłam swoją głową jak zaczęliśmy swoja włóczęgę po trawie.
- Nie, wiedziałem co masz na myśli. Jest wytrzymały. Obiecuję. - skinęłam głową, rozglądając się na czysty basen i chodnik obok niego, trzymając moje ręce za plecami.
Położył rękę na jednym kroku drewnianej drabiny, ponieważ zaczął wchodzić na górę.
Po woli zaczęłam podążać za nim, czując się nieco przestraszona przez wysokość, ale Jason powiedział, że to bezpieczne. Spojrzałam na niego na górę.
Złapał mnie za rękę pomagając mi i uśmiechnął się.
Wstałam, rozglądając się a moje brwi uniosły się w górę.
- To jest trochę jak czyjeś mieszkanie. - jestem pod totalnym wrażeniem.
Zaśmiał się siadając w dół, pozwalając swoim nogą zwisać.
- Nie byłem tu na górze lata, ale wiem, że Justin tu przychodzi czasami gdy chce poczuć się albo pobyć sam, czy coś. - spojrzał na mnie swoimi karmelowymi oczami, poklepał dłonią miejsce obok niego, uśmiechając się.
Czułam się zawstydzona, gdy szłam w jego kierunku, trzymając ręce z plecami, zanim usiadłam obok niego.
Wzdychając, Jason odwrócił się do mnie.
- Mogę się Ciebie o coś zapytać? - wzruszając ramionami, pokręciłam głową.
- Yeah, proszę bardzo. - jego oczy wędrowały w górę i w dół mojego ciała, powodując, że czułam się niezręcznie.
- Zastanawiałem się, że może wyjdziemy w sobotę obejrzeć jakiś film? - wyglądałam spokojnie na zewnątrz, ale w środku umierałam.
- Um... - wahałam się trochę. - ale ledwo Cię znam. - schowałam kosmyk włosów za ucho.
Uniósł brwi.
- Więc mówisz, że mnie nie lubisz? - przesunął się trochę, wygodnie siadając. - bo szczerze mówiąc, myślę, że jesteś urocza. - wyciągnęłam swoje wargi z buzi i odwróciłam wzrok.
- Chodzi mi o to jak przyjaciele, tak sądzę. - poczułam uderzenie wiatru trochę mocniej.
Wszystko co otrzymałam od niego to niewielki chichot.
- Jeśli więc poprosił Cię abyś mnie pocałowała, zrobiłabyś to? - przygryzłam wargę, wyciągając telefon z niezręczności.
- Nie wiem. - skłamałam. Jeśli powiedziałabym tak, on zrobiłby to. Gdybym powiedziała nie, czułabym się niezręcznie.
Chodzi mi o to, że jest słodki w ogóle, ale ja go nie znam tak jak powinnam.
Spojrzał na mnie oblizując swoje pulchne usta.
- Więc możesz? - bez wahania zapytał.
- Nie będę Cię całować. - mruknęłam, wpatrując swoje oczy dookoła pokoju.
- Dlaczego nie? - uśmiechnął się, wiedząc, że zarumienię się.
- Ponieważ.
- Nawet taki jeden szybki? - wystrzelił brwi do góry.
Zaśmiałam się, a moja twarz stała się czerwona.
- Jeśli zrobię, to musi być to tylko dziobniecie.
- Może.
Spojrzałam na niego, kręcąc głową, zanim moje usta powędrowały na jego, i natychmiast moje serce zaczęło bić w przyśpieszonym tempie, mój żołądek wywrócił się do góry nogami.
Zaczął poruszać ustami na mojej górnej wardze, a ja nie mogłam pomóc, ale zrobiłam to samo, powodując, że ręka Jasona zaczęła pocierać moje strony, i oddychałam w jego usta.
Miałam się oderwać aż poczułam jego język oblizujący moje wargi, wahałam się czy pozwolić mu wejść, ale pozwoliłam. Czułam jak jego język próbuje walczyć o dominację. Położyłam swoje ręce z tyłu jego głowy, wplotłam moje palce w jego włochate włosy.
- Jason. - głos Pattie zawołał z domku na drzewie, co spowodowało, że moje i Jasona oczy szeroko się otworzyły i od razu oderwaliśmy się od siebie.
Wstałam szybko, przełykając ślinę, czując jak drżałam patrząc na niego.
- Nie mów. - powiedział niskim głosem. - poczekaj aż odejdzie.
Odpowiedziałam kiwnięciem głowy.
Jason trzymał swoje oczy zamknięte, zanim spojrzał na mnie i powędrował w stronę wejścia i zszedł pierwszy. Czekałam aż zszedł na sam dół, zanim usiadłam kładąc nogę na drabinie i zaczęłam moją drogę, jak również, modląc się, że nie spadnę.
Wziął mnie za rękę aby pomóc zejść na dół, a potem powoli złączył swoje palce z moimi i spojrzał na mnie.
Odetchnęłam drżącym głosem, biorąc moją rękę od niego.
- Jason, ja nie... - potrząsnęłam głową. - Ja.. nie jestem zainteresowana tobą... w ten sposób. - on zmarszczył brwi.
- Więc, tak naprawdę ten pocałunek nic dla Ciebie nie znaczył? - zamknęłam swoje oczy na silny zamek, kładąc dłoń na swoim karku.
- Muszę iść. - powiedziałam chrapliwie, zostawiłam go tam stojącego, podchodząc do przesuwanych drzwi.
Otworzyłam je, przesuwając żaluzje, kiedy zrobiłam to, Justin tam był, upuszczając coś zimnego na mnie, powodując, że zapiszczałam.
- O Mój Boże. - kiedy spojrzałam na swoją bluzkę, zauważyłam, że to jakiś rodzaj koktajlu.
Justin dyszał.
- O mój pieprzony Boże, przepraszam, przepraszam, przepraszam! - zaczął panikować i mogłam zobaczyć jego aparat na zębach ponownie. - tutaj, w-wyczyszczę to. - westchnął, biegnąc do kuchni, chwycił ręczniki papierowe.
Zacisnęłam usta w dół razem, jak Jason wpadł do środka przez mój pisk.
Justin spojrzał na moją bluzkę, zanim spojrzał na Jasona.
- Justin Ty głupku! - krzyknął, patrząc na oburzonego Justina. - jesteś poważny? - zaczął podchodzić do niego z wściekłością ponieważ zacisnął ręce w pięści, chwycił go za kołnierz i popchnął o lodówkę.
Widziałam minę Justina, który wyglądał jakby był przerażony. Po prostu pobiegłam za Jasonem, stając przed Justinem, więc mój tył był zasadniczo cal od Justina.
- Jest w porządku, obiecuję Jason, nie bij swojego brata. - podniosłam trochę głos, zastanawiając się gdzie była Pattie.
Jason spojrzał na mnie, jego oczy stały się łagodne jak wrócił, zostawiając nas w pokoju.
Justin szybko ruszył w kierunku lady, łapiąc kilka ręczników papierowych, zanim podszedł do mnie, unikając mojego spojrzenia.
- Tak mi przykro, proszę, nie gniewaj się na mnie, to był wypadek, a ja...
- W porządku, wiem że był to wypadek. - skinęłam głową, zupełnie go rozumiejąc, wzięłam ręcznik papierowy i otarłam plamę.
Justin przełknął ślinę łzy tworzyły się w jego oczach.
- Jest dobrze, Justin. - dałam mu poważne spojrzenie. - naprawdę, dlaczego się mnie boisz? - wywrócił wzrok patrząc na moją koszulę zamiast na twarz.
- Nie wiem. - mówił bardziej miękko niż wcześniej.
- Więc nie płacz. - zmarszczyłam brwi do idealnej prostej lini.
Skinął głową w odpowiedzi, zrobił wydech i próbował zostać zdrowy psychicznie.
- Potrzebujesz nową bluzkę?- spojrzał na mnie z zaniepokojeniem. - m-mogę pożyczyć Ci jedną jak chcesz. - wyrzuciłam papierowe ręczniki do kosza.
- Jeśli...
- Idź ssać kutasa, koleś. - Jason popchnął go z drogi, zanim ruszył w stronę pomieszczenia.
Spojrzałam na Jasona, zmarszczyłam trochę brwi, ale udało mi się utrzymać gębę na kłódkę.
On jest taki niegrzeczny wobec niego.
Powoli skinęłam głową, powołując się do tego, kiedy zaproponował mi koszulkę.
- Yeah, masz może jedną? - skinął głową, zanim zaczął chodzić. Poszłam za nim, patrząc na swoją lepką koszulkę.
Wchodziliśmy po schodach, Justin spojrzał do tyłu aby zobaczyć czy idę za nim.
Zaczął swoją drogę w poprzek i popchnął drzwi, zgaduję, że była to jego sypialnia.
Czekałam za drzwiami, podziwiając widok sypialni stąd.
Po kilku krótkich sekundach, Justin wrócił z czystą koszulką i spojrzał w górę
- Jest trochę duża. - pięknie się uśmiechnęłam.
- Jest w porządku, dzięki. - rozejrzałam się wokół. - gdzie jest Twoja łazienka? - spojrzał za moje ramię, wskazując z tyłu za mną.
Skinęłam głową, podchodząc do niego i otwierając drzwi przed wejściem i zamknęłam je na klucz. Zdjęłam z siebie skórzaną kurtkę, a następnie zdjęłam swoją koszulkę, rzucając ją na podłogę spojrzałam na swój brzuch. Byłam nieco lepka w okolicach żołądka. Włożyłam na siebie dużą białą koszulkę, po czym spojrzałam na siebie w lustrze. Biorąc swoją skórzaną kurtkę ponownie, wraz z moim obrzydliwym, brudnym topem, otworzyłam drzwi i rozejrzałam się dookoła, dostrzegając schody, poszłam do nich i zeszłam na dół.
- Pa wszystkim... - powiedziałam niezręcznie, bo nikt nie był w pobliżu, więc czułam się jakby nikt mnie nie słyszał, choć dom był bardo cichy.
Idąc w kierunku jednej z sal, rozejrzałam się i ruszyłam do drzwi, kładąc rękę na klamce.
- Ashley, czekaj. - obejrzałam się, myśląc że to Justin, ale był to Jason. Westchnęłam opierając się o drzwi, patrząc na niego.
Stał kilka metrów ode mnie.
- Przepraszam.. - westchnął. - wiem, że nie lubisz mnie w ten sposób, po prostu myślę, że jesteś urocza i wszystko i wiem, że ledwo się znamy. - powoli zaczęłam się kiwać, przegryzając wargę.
- W porządku.
- Jesteś pewna? - zrobił krok w moją stronę. - bo szczerze mówiąc nie chcę abyś była na mnie zła. - wzruszyłam ramionami nieznacznie.
- Zgaduję. - Jason wypuścił powietrze, które trzymał w buzi.
- Wiedziałem, że nie powinienem rozmawiać z Tobą w ten sposób, bo to jest prawda.. i ledwo Cię znam i zapewne czułaś się nieswojo. Przepraszam. - zirytowałam się.
- W porządku, dzięki. - uśmiechnęłam się, kiwając głową.
- Więc możesz jeszcze zostać? na obiad? - ssałam swoją dolną wargę, myśląc czy powinnam czy nie, lub czy jestem w ogóle zajęta.
- Jutro piątek, możemy spędzić razem czas jutro tutaj, jeśli chcesz, bo mogę być dziś zajęta z moimi obowiązkami. - on po prostu skinął głową, zgadzając się z moją propozycją.
- Napisz do mnie, yeah?
- Okay. - uśmiechnęłam się, opierając się czy dać mu uścisk, który chętnie bez wahania by mi dał. Odrywając się od niego, otworzyłam drzwi główne przed wyjściem.
__________________
Naprawdę przepraszam, że musicie tak długo czekać. Ale mam też 2 inne blogi :)
A ten ma długie rozdziały :)
DZIĘKUJĘ ZA STATYSTYKI I KOMENTARZE :)
KOCHAM WAS, TALA ST.
Ciekawy blog podoba mi sie :)
OdpowiedzUsuńInformuj mnie o nn na twitterze @maja378
Super ! czekam na następny :D
OdpowiedzUsuńZajebiste :D ^^
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział :D fajnie że są takie długie mam nadzieję że szybko dodasz następny <3 @AnusiakLove1D
OdpowiedzUsuń