Rano, spodziewałam się, że obudzę się po południu bo jestem zdenerwowana, ale obudziłam się o 7. Doskonałe wyczucie czasu.
Podniosłam swoje ciało w górę, oraz nogi, poszłam do łazienki i odkręciłam wodę, zerwałam swoje ubrania i weszłam do wanny.
Gdy skończyłam, wyszłam owinięta ręcznikiem wokół mojego ciała i weszłam do swojego pokoju kierując się do szafy. Przepchnęłam wszystko co miałam w środku, nie mogłam uwierzyć, że nie mam niczego, co mogłoby wyglądać idealnie na pierwszy dzień w szkole, ale potem moje oczy ujrzały parę rurek, białą przytulną bokserkę i założyłam białą bejsbolówkę na wierzch.
Wyszukałam idealny strój na pierwszy dzień.
Szybko odrzuciłam ręcznik na podłogę, założyłam stanik i bieliznę przed wciągnięciem na siebie bluzki, spodni i bejsbolówki. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam conversy, i założyłam je na swoje czarne skarpetki. Poszłam do łazienki i podciągnęłam rękawy swojej bejsbolówki w górę, a następnie zaczęłam myć swoje włosy. nie pozwalając żadnej kropelce wody dotknąć mojej bluzy, chociaż ledwo miałam ją na końcach włosów.
Otworzyłam zestaw do makijażu, wyciągnęłam puder i nałożyłam trochę na policzki, patrząc na siebie w lustrze. Chociaż trochę rumieńca, nie chcę wyglądać, że staram się za bardzo. Otworzyłam zakrętkę od tuszu do rzęs i zaczęłam go nakładać, pochylając się nieco w stronę lustra i robiąc już drugie oko. Oblizałam swoje wargi, odkładając zestaw do makijażu no swoje miejsce, następnie po prostu wzięłam swoją pomadkę ochronną i przetarłam swoje obie wargi, i wiedziałam że wyglądam dobrze aby wyjść.
Łapiąc mój telefon, wsadziłam go w głąb mojej kieszeni przed wzięciem mojej białej torby z napisem 'Pink' czarnymi literami, i wybiegłam z sypialni na dół po schodach.
Gorący zapach bekonu napełnił się jak tylko byłam w połowie schodów na dół. Wiedziałam, że nie ma czasu jeść bo chciałam poznać szkołę zanim się zacznie.
- Pa mamo. - machnęłam jej chociaż i tak już nie mogła mnie zobaczyć, bo wchodziłam na matę drzwi.
- Nie jesteś głodna? - zapytała z ciekawym tonem.
- Nie.. - otworzyłam drzwi. - mimo to dziękuję, pa.
- Bądź grzeczna. - To było wszystko co powiedziała, zamknęłam drzwi, czując świeże powietrze wokół mnie jak schodziłam ścieżką w dół mojego domu.
Szłam w dół ulicy, przeszłam przez pasy, utrzymując oczy na drodze. Szkoła była zaledwie kilka przecznic dalej, i poprosiłabym mamę aby zawiozła mnie ale chciałam poznać dzielnicę.
Wyjęłam telefon z tylnej kieszeni, jak tylko dotarłam do końca ulicy, i włączyłam aparat. Włączyłam kamerę z przodu, i uśmiechnęłam się pokazując zęby przed zrobieniem zdjęcia. Weszłam na Facebook'a, i dodałam zdjęcie, z opisem "Pierwszy dzień w szkole c: ♥"
Schowałam telefon ponownie do kieszeni, potem nacisnęłam przycisk na światłach, patrząc jak jeżdżące samochody po prostu zwolniły a czerwone światło zniknęło, i mała biała postać naprzeciwko mnie błysnęła, więc pobiegłam w górę, bliżej szkoły.
Zaczęłam swoją drogę w górę małego wzgórza, patrząc na dzieci po drugiej stronie chodnika, którzy rozmawiali i paplali, i zgaduję, że idą do Sweetwater High.
Kiedy dostałam się do szkoły, popchnęła podwójne drzwi i moje oczy spadły na ruchliwe korytarze, moje serce od razu biło w szalonym tempie.
Ignorowałam kilka spojrzeń padających na mnie i szłam dalej, widząc znak 'sekretariat' szłam w jego stronę, widząc ani jednego rządku bo oczywiście nikt się nie chciał spóźnić, szkoła nawet jeszcze się nie zaczęła.
Stanęłam przed biurkiem i kiedy byłam bliżej, pani z fryzurą i okularami do czytania spojrzała w górę.
Przełknęłam ślinę zanim zaczęłam mówić.
- Cześć... zastanawiałam się czy mogę dostać...
- Och, panienko Robins, mam Cię tutaj. - przesunęła z powrotem jej kręcone krzesło zanim przejrzała papiery i akta, i wyjęła jeden, kładąc to na ułożone stosy książek. Podnosząc je wszystkie, odwróciła się do mnie i postawiła je przede mną.
Biorąc to uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Dziękuję. - trzymałam uchwyt do książek.
- Proszę bardzo, nie potrzebujesz wskazówek? - zapytała - bo mogę przedstawić Ci kogoś, kto pokaże okolicę.
I rzeczywiście, myślałam o tym przez kilka sekund, ale tak naprawdę nie chcę, bo jestem czasem nieśmiała. A to byłoby niezręczne.
- Dam radę, dziękuję. - uśmiechnęłam się do niej, pokazując swój szacunek.
- W porządku, zawsze możesz przyjść do sekretariatu jakbyś czegoś potrzebowała. - usiadła z powrotem na dół, pokazując mi uśmiech.
- Dzięki. - skinęłam głową, patrząc na plan, który był na górze wszystkich książek.
Miał mój numer szafki i wszystko.
Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek.
Westchnęłam głęboko, nerwowa, bo nigdy nie miałam czasu aby wędrować wokół szkoły i ją poznawać.
Byłam wielkim kłębkiem nerwów, ale inna część mnie nie była kiedy przeniosłam się kilka mil od miejsca gdzie żyłam, i wiedziałam, że kilka osób, z którymi chodziłam do gimnazjum i podstawówki idą do tej szkoły.
Chodząc po pół pustym, zatłoczonym holu, ludzie wyglądali tak jakby ich nie obchodziło, lub nie interesowali się mną,co sprawiała, że czułam się spokojniej, bo jak każdy patrzy na mnie to czuję się zdenerwowana. Pierwsze wrażenia zawsze są dla mnie ważne.
Zatrzymałam się przy szafce 42B, ustawiłam ciężki książki na ziemię i spojrzałam na papier zanim zaczęłam robić porządki.
Już po kilku sekundach, słyszałam jak jakiś krzyk przeszedł przez hol, spojrzałam do góry i zobaczyłam dzieciaka z wczorajszej nocy.
Na początku, nie byłam pewna kto to był, albo Jason albo Justin, ale kiedy zobaczyłam okulary pomyślałam, że to musi być Justin.
Jakiś starszy facet chwycił włosy Justina i przycisną jego twarz do jednej z szafek, patrzyłam wkurzona jak cholera i to sprawiało, że czułam się słaba i moje serce zatrzymało się w okamgnieniu na przerażającym głośnym wybuchu.
Czego byłam świadkiem?
Poruszyłam się niespokojnie, jak próbowałam otworzyć szafkę, i pochyliłam się, biorąc dwie książki ułożyłam je w szafce, gdzie wcześniej włożyłam swoją torbę, i wzięłam segregator.
Poruszyłam się niespokojnie, jak próbowałam otworzyć szafkę, i pochyliłam się, biorąc dwie książki ułożyłam je w szafce, gdzie wcześniej włożyłam swoją torbę, i wzięłam segregator.
Spróbowałam ignorować krzyki ale głos starszego dzieciaka zaciekawił mnie. I tak powoli spojrzałam w górę.
Facet złapał Justina za jego purpurową koszulę w kratę, i niebezpiecznie potrącił go o szafki.
- Jeśli kiedykolwiek zapomnisz moją pracę domową znowu, posiekam Twoje orzechy. - splunął, jego twarz byłą cale od Justina. - zrozumiałeś?
Kiwając głową w sposób niekontrolowany, Justin dalej drżał ze strachu.
- J-ja przepraszam, zostawiłem je w domu, a-ale nie zapomnę jutro, o-obiecuję. pisnął drżącym głosem.
Dał mu ostatnie groźne spojrzenie, zanim puścił Justina, rzucając go na podłogę i opuszczając hol. Powoli przykryłam usta dłonią jak moje oczy rozszerzyły się. Zamykając szafkę i biorąc książkę od matematyki, pobiegłam korytarzem po tym jak duży facet wyszedł i pochyliłam się, łapiąc jego lekko popękane okulary, nerdy.
- Wszystko w porządku? - zmarszczyłam brwi, czując się trochę głupio jak zadałam to pytanie, bo jest oczywiście, że drży ze strachu a jego nos krwawi.
Dałam mu jego okulary, wziął je drżącymi rękoma i pomogłam mu wstać.
Zakaszlał kilka razy, trzęsąc się włożył okulary i przełknął ślinę.
- D-dzięki. - mówił pękniętym głosem zanim szybko przeniósł się do swojej szafki, robiąc swoje połączenie.
Trzymałam swoje ramię, i skłamałabym gdybym powiedziała, że szkoła jest ważniejsza niż to.
Bo nękanie jest przestępstwem, a ja właśnie byłam świadkiem czegoś co bardzo mnie przerażało.
- Jestem Ashley i... - podeszłam do niego. - i Ty jesteś Justin?
- Um.. - nie mógł przestać się trząść. Wszystko co zrobił, było ukłonem, potem odwrócił się i spojrzał na mnie, trzymając książki przy piersi.
Przegryzłam wargę, starając wymyślić co mam powiedzieć. Spojrzałam na jego okulary.
- Twoje okulary są słodkie. - tak, po prostu powiedziałam to. Nie, to nie jest flirt, chciałam komplementować kolesia aby poczuł się lepiej.
Westchnął, odwrócił się na chwilkę aby zamknąć szafkę i spojrzał na mnie.
- Co? - jego oczy powiększyły się na sekundę.
Zaśmiałam się.
- Yeah, myślę, że są słodkie. - zauważyłam przecięcie pod spodem jego dolnej wargi, więc wzięłam swoją bluzę w dół trochę bardziej, wyciągając rękę i wycierając krez z jego wargi, powodując, że szybko się skrzywił.
- Nie zamierzam Cię skrzywdzić... - spojrzałam na niego.
Stał nie ruchomo, jak skała, patrząc przestraszony z mojego nagłego działania, jak to zrobiłam.
- Dlaczego Ty to r-robisz? - zapytał, ocierając jego wilgotne dłonie po woli o swoje spodnie.
- Um. - wzruszyłam ramionami po woli biorąc rękę na dół. - Przepraszam, po prostu czułam się źle. - po woli skinął głową, jego okulary trochę zwisały niż wcześniej.
- To pierwszy. - wymamrotał, biegając placami po swojej falistej grzywce i odwrócił się ode mnie, i rozpoczął swoją drogę w dół holu, patrząc w dół na podłogę.
Zacisnęłam usta razem, kiedy patrzałam na niego.
Co to było?
Ruszyłam w jego kierunku, ale skręciłam w lewo zamiast śledzenia go i zauważyłam, że wszedł do toalety.
Nacisnęłam klamkę innych podwójnych drzwi, wyszłam na zewnątrz i rozejrzałam się. Podeszłam do jednego z budynków, i zaczęła się moja droga w górę dużych schodów jak trzymałam swój segregator i książkę od matematyki.
Położyłam rękę na klamce aby otworzyć drzwi, i popchnęłam je, widziałam kilka znajomych twarzy, które patrzyły na mnie.
Aktualnie, wszyscy patrzyli na mnie.
Spojrzałam w górę, gdy weszłam nauczyciel przestał mówić, i zabrała swoją rękę, która wskazywała na tablicę, gdzie było pełno problemów matematycznych.
- Robins, prawda? - złożył ręce razem, jak patrzał na mnie.
Skinęłam głową, spojrzałam na jego elegancki strój, zanim spojrzałam na jego twarz.
- Dobrze, możesz usiąść obok Alyssy, tutaj. - położył rękę na biurku obok dziewczyny, która nazywała się Alyssa i podeszłam do biurka.
Włóczyłam się po pokoju, unikając spojrzeń wszystkich, wpadłam w poślizg i uderzyłam w miejsce. ustawiłam moją książkę i segregator na przeciwko mnie.
Wtedy nauczyciel wrócił, z czystym arkuszem papieru w linię.
- Przepisz tablicę, masz ołówek?
- Mam. - powiedziałam otwierając swój segregator, i rozsuwając swoją kieszeń na ołówki.
Tak, mam kieszeń na ołówki. Nie, nie obchodzi mnie to, że mam piętnaście lat i posiadam to, ale to dla ołówków i narzędzi do pisania, to nie ma znaczenia.
Jak zaczęłam przepisywać tablicę, zaczęłam machać stopą w górę i dół a nauczyciel zaczął mówić ponownie.
Wkrótce po chwili, drzwi się otworzyły i nigdy nie kłopotałam się aby sprawdzić kto to był.
- Znów spóźniony, Bieber? Masz lepszą wymówkę niż wczoraj?
- Nie... - mówił cichym głosem, który poznałam, odwróciłam się i spojrzałam na Justina. - to była ta sama sytuacja.
- Bieber miał skopany tyłek ponownie. - wymamrotał dzieciak z tyłu, powodując kilka niewielkich śmiechów.
Westchnął, Justin zignorował komentarz i podszedł do biurka, które było tylko kilka miejsc za nami.
Oblizałam wargi, biorąc ołówek i przepisując tablicę do końca. Dzwonek ostatecznie zadzwonił, a ja starałam się nadążać z swoją pracą. Skończyłam spisywanie problemów matematycznych dla pracy domowej na nowej, czystej kartce i wyszłam zaraz po tym jak każdy inny skończył, łapiąc moją książkę i segregator.
Spojrzałam w górę, i moje oczy ujrzały Justina, który próbował wstać ale potknął się o swojego buta, i sapnął jak upadł, powodując większość ludzi do śmiechu.
Wszystko co zrobiłam to zmarszczyłam brwi, miałam pokusę aby mu pomóc, ale myślałam, że mnie nie lubi albo coś, więc pomyślałam, że lepiej by było jakbym się oddaliła. Mimo, że nie chciałam bo wydawał się zawsze jakoś przygnębiony.
Wychodząc, zaczęłam swoja drogę w dół po schodach wśród stada ludzi. Kiedy dotarłam na dół, zaczęłam się rozglądać, starając się znaleźć budynek A, robiąc to ktoś poklepał mnie po brzuchu. Obejrzałam się widząc, Justina...czy Jasona?
- Um, Jason? - uniosłam brwi do góry.
On tylko uśmiechnął się i pokiwał głową, i spojrzał na mnie z dołu do góry.
- Zagubiona?
- Mam to, dzięki. - odwzajemniła uśmiech, odwracając wzrok ponieważ zaczęłam odchodzić.
Jason podążał za mną, poczułam go przy sobie jak szliśmy.
Chowając ręce do kieszeni, spojrzał na mnie.
- Więc.. jak jest do tej pory? - tylko westchnęłam, wzruszając ramionami i pchnęłam drzwi, które doprowadziły mnie do holu ponownie.
- To znaczy, jestem tu już prawie godzinę. - wzruszyłam ramionami. - Jest spoko... Twój brat zachowywał się dzisiaj znów dziwnie. - chichocząc skinął głową na znak zgody.
- Co zrobił tym razem? - zatrzymał się przy mojej szafce, otwierając swój segregator i wyjmując papier, który dostałam od sekretarki, i spojrzałam na połączenie ponownie.
- Widziałam go wcześniej, zanim lekcja się zaczęła... i był zastraszany. - spojrzałam na niego, dając mu trochę zaniepokojone spojrzenie.
Jason oparł się o szafkę obok mnie.
- On jest do tego przyzwyczajony. - to było wszystko co powiedział, patrzał na mnie jakby to było niczym.
- Co? - zapytałam, zdumiona. - więc to jest jego życie na co dzień, nie bronisz go?
- Dobrze, czasami tak robię ale on nigdy nie nauczy się walczyć. - wzruszył ramionami. - dlaczego, to robisz? - powoli się uśmiechnął.
Jedynie wzruszyłam ramionami, chowając swoją książkę od matematyki i wyjmując od chemii.
- Podeszłam do niego i pomogłam mu wstać, bo wyglądała na to, że naprawdę bardzo go bolało.- czułam się tak źle, będąc świadkiem tej sytuacji.
- Rozmawiałaś z nim? - jego oczy niemal nie wypadły z jego gniazda. - jak on reagował?
Zamknęłam szafkę.
- Podziękował mi, ale nie patrzał na mnie. Potem wyszedł zdziwiony. - to wydarzało się uderzyć Jasona, zrobił wdech i wypuścił go na zewnątrz.
- Dosłownie, jesteś pierwsza, którą to obchodzi. Szczerze mówiąc, to znaczy ja nie chcę brzmieć jak chuj dla niego, gdy mówię to, ale jesteś naprawdę pierwszą dziewczyną, która ma do niego szacunek.
- Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego ludzie go nienawidzą, on wydaje się... - rozejrzałam się zanim moje oczy ponownie powędrowały na Jasona. - sympatyczny.
On tylko parsknął cicho.
- On jest głupi, Ashley. On jest nie zdarny wokół dziewczyn i nie wielu osób takich jak on. - po prostu skinęłam głową, z szydzą oczywiście.
- Yeah, widzę To znaczy. - ruszyłam mijając go i skręcając na prawo do innego korytarza. Patrząc do tyłu, zobaczyłam, że Jason jakoś idzie za mną ale patrząc w swój telefon.
- Hey! - krzyknęłam za Jasonem.
Popatrzył w górę, dając mi znak głową.
- Yeah?
- Gdzie jest budynek A? - przechyliłam głowę. Uśmiechnął się.
- Jesteś w nim... - czułam jak moje serce bije mocniej z mojej głupoty.
- Oh, do diabła. - wymamrotałam. - przepraszam, jestem jak...
- Jest dobrze. - roześmiał się. - pytałem o to samo, gdy pierwszy raz tu przyjechałem.
Zakładam, że jego zalotny uśmiech może być słodki, i nie mogłam pomóc ale uśmiechnęłam się z powrotem.
- Dzięki. - pokręciłam głową
Przygryzł wargę, oparł się o ścianę i skrzyżował ramiona.
- Hey, jak nie jesteś zajęta po szkole, czy chcesz może... spędzić czas? - zarumieniłam się. Wzięłam wdech przed wzruszeniem ramionami.
- Prawdopodobnie będę mieć pracę domową, chociaż. - pochylił się od ściany, podchodząc bliżej mnie.
- W porządku, w takim razie możemy uczyć się u mnie? - spojrzał na mnie z oczami ciekawskich. - albo po tym jak odrobisz pracę domową, możemy spędzić razem czas wieczorem? - uśmiechając się po woli, wzruszyłam ramionami.
- Pomyślę o tym.
- Napiszę do Ciebie. - uśmiechnął się przed wyjściem.
Chuchnęłam na zewnątrz, nadal szłam korytarzem i pchnęłam drzwi, uczucie, że uderzyłam kogoś przez wypadek, więc moja natychmiastowa reakcja to podniesienie wzrok na górę.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam. - czułam, jak moje policzki robią się całe czerwone.
Dziewczyna tylko uśmiechnęła się.
- Jest dobrze. -spojrzała na mnie. - hej, Ty jesteś tą nową dziewczyną?
Zamknęłam drzwi, prawie nikogo nie było, i nawet nauczyciela nie było zanim obejrzałam się do niej.
- Yeah, Ashley.
- Cassidy. - trzymała swoje książki. - nie mogłam pomóc, ale mogła zauważyć, że rozmawiasz z Jasonem. - urwała z lekkim uśmiechem.
Wzruszyłam ramionami, kładąc książki na biurku.
- Chodzi o to, że on wygląda na spoko czy coś, yeah dlaczego?
- On jest jak producent kłopotów w tej szkole. - usiadła obok mnie, dając mi poważne spojrzenie jak przytaknęła. - Na Twoim miejscu byłabym ostrożna będąc wokół niego.
Zaśmiałam się, uśmiechnęłam i kiwnęłam głową.
- Wydaje się być słodki, co może mi zrobić?
- Próbować kręcić z Tobą. - ona odpowiedziała szybciej niż myślałam, jakby już wiedziała, że moje pytanie nadchodzi.
Powoli zmarszczyłam brwi.
- Co masz na myśli? - przesunęłam się w swoim miejscu. - z westchnięciem wyjęła ołówek i dwa arkusze papieru w linię, podając mi jeden.
- Robi to wszystkim nowym dziewczyną. będzie romansował, spróbuje bynajmniej z Tobą, będzie próbował iść tak daleko jak..- wzruszyła ramionami patrząc na mnie. - się da.
- Powiedział tylko, że będziemy uczyć się w jego domu. - otworzyłam książkę od chemii i dzwonek zadzwonił. - i ledwo go znam.
Ona po prostu się uśmiechnęła.
- Ja tylko mówię, mam na myśli, że nie chcę Cię skrzywdzić. - spojrzała na mnie. - mimo, że Cię nie znam.
Zaśmiałam się, poprawiając moją grzywkę.
- Skąd to wiesz? - westchnęła składając ręce na biurku.
- Moja przyjaciółka randkowała z nim w zeszłym miesiącu na kilka tygodni. To naprawdę nie poszło tak dobrze, ale jestem w trakcie ostrzegania Cię.
Skinęłam głową w odpowiedzi a następnie pewna myśl przeszła mi przez głowę.
- Znasz jego brata Justina? - patrzyłam, czy nauczyciel był tu ale go nie było tylko uczniowie siedzieli w ich wyznaczonych miejscach, rozmawiając ze sobą.
- Bieber? - jakiś dzieciak powiedziało za mną, powodując, że odwróciłam się. - Nikt go nie lubi. - moja twarz po woli opadła.
- Co zrobił, że jest taki zły? - spojrzałam na dzieciaka w kolczastych włosach.
- On jest po prostu samotnikiem. Gdy tylko go poznasz i zobaczysz jak on działa, będziesz wiedziała dlaczego.
Przegryzłam swoją wargę gdy odwróciłam się, i westchnęłam widząc jak nauczyciel wchodzi.
Nie widzę nic złego w Justinie.
Zwykle, samotnicy bez przyjaciół są dziwni, i mają najgorsze żarty na świecie, ale Justin wydaje się, że jest po prostu nieśmiały.
Nie rozumiem dlaczego wszyscy nienawidzą go tak bardzo.
____________________
Przepraszam, że tak długo czekaliście ale mam mało czasu :)
Dlaczego każdy nienawidzi Justina?
Czy Jason wykorzysta Ashley?
Na land-of-grafic pojawiła się informacja dotycząca Twojego zamówienia. Proszę, zajrzyj tam i odpisz mi. :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam to opowiadanie. Dziękuje, że to tłumaczysz. Kocham Cię za to <3 xxo.
OdpowiedzUsuń